Pamiętam z rodzinnej fotografii ulicę Grunwaldzką - zima, tata ciągnie sanki, na których siedzę. Cały świat przysłaniają mi prawie metrowej wysokości zaspy. Pamiętam z lat szczenięcych ulicę Palacza - lato, jadę bimbą na Górczyn, żeby w drewnianej budce naładować wodą z bąbelkami szklany syfon. Pamiętam Stary Rynek - jesień, wyprawy do Literackiej, Miodosytni i nocne włóczęgi ulicami: Zamkową, Świętosławską, Wrocławską. Pamiętam spacer - wiosna, pierwszy krok postawiony na ulicy Święty Marcin, a nie Armii Czerwonej.
Wspominam!
Tak, bo bez tych "pamiętam" nie byłoby albumu o moim mieście, mimo że fotografia jest moją miłością i pracowałem już w różnych miejscach na świecie.

Mój Poznań to ten z pamięci i ten współczesny, słoneczny i deszczowy, mglisty i śnieżny, dramatyczny i romantyczny. Poszukiwania obrazów wśród tych zastanych, tych z przeszłości
i z wyobraźni, to kilkakrotne powroty w te same miejsca, to niedospane noce w oczekiwaniu na miękkie światło. To także wchodzenie na wszystkie dostępne rusztowania
i nieprzewidziane spotkania ze strażnikami miejskimi i kominiarzami na dachach Starego Miasta. To rozmowy z proboszczami i dyrektorami, dozorcami i kwiaciarkami, facetami w czarnych BMW i z tymi, którzy o świcie chwiejnym krokiem wracali do domów. To w końcu rozmowy z samym sobą, murami kościołów i kamienic. Poszukiwania trwały dwa lata
i zaowocowały setkami zdjęć.

W fotograficznej podróży po współczesnym Poznaniu bywały chwile, kiedy radość
z odkrywania kolorytu miasta ustępowała rozczarowaniu i zwątpieniu. Bo tak szybko tracimy to, co tworzyło materię dawnego miasta. Nie myślę o znanych powszechnie zabytkach, ale
o zapomnianych secesyjnych kamienicach, o witrażach Jeżyc, Wildy czy Łazarza. O dywanach kwiatów w podwórkach przy ulicy Matejki i łódkach w parku Sołackim. Nie ma w nich już tamtego czasu. Nie ma tego, czym żywi się dusza - klimatu.
Ale czy do końca?
Kiedy spadnie śnieg na Zamkowej, obudzi się jesienny dzień na Świętosławskiej, zimowe słońce położy się na bruku ulicy Knapowskiego - uroda tych miejsc potrafi zaskoczyć. Wtedy jednak to nie człowiek inspiruje, lecz mistrz fotografii - światło.

© Copyright 2004-2008 Piotr Skórnicki